Dzień kobiet to dla mnie kłopotliwy dzień. Zawsze był.
Moja mama ze względu na walkę z poprzednim systemem, nienawidzi wracać myślami do tamtych czasów. Ja głupia zawsze o tym zapomnę.
Zapomnę, że ma podstawy, ma pełne prawo.
I dlatego gdy syczy na mnie "ja tego święta nie obchodzę" jest mi wstyd.
W dzień kobiet staję przed lustrem i stwierdzam ze sześć razy, że się nienawidzę. Że moje ciało nienawidzi mojej duszy, i że raczej nie są ze sobą połączone, nawet nie są świadome połączenia. Jedno drwi z drugiego.
W tym dniu nie chodzi o kwiaty od Faceta. Inna rzecz, że nie wiesz już nawet czy On obchodzi ten dzień.
Chodzi o Ciebie.
Chodzi o mnie.
Więc od dziś nowe przykazanie na ten dzień.
Zmiana zamiast tulipana.
Po prostu załatw to ze sobą, raz na zawsze.