04 lutego 2011

Kartka z Sopotu

Miałam wysłać do Ciebie kartkę z zimowego Sopotu. Adres pamiętam przecież dokładnie. Najpewniej pocztówka ta byłaby minimalistyczna, a tekst na odwrocie jakiś bez ładu. Dwa zdania, nie wiem jaki podpis.

Może napisałabym, że morze zimą (odwrotnie niż październikową jesienią) jest zaskakująco spokojne? I nie dlatego, że skute lodem, lecz w zasadzie dlatego, iż zimowy wiatr gładzi taflę swym podmuchem dla różnej maści ptaków przybrzeżnych. Dla łabędzi, dla kaczek krzyżówek, dla nurów i dla bialutkich mew oczywiście. Gdy spaceruję po drewnianym molo słońce oświeca scenerię centralnym snopem światła. Wygrzewam twarz, wygrzewam jakieś smutne i zakurzone upływem czasu myśli... Idę na brzeg. Nim tam jednak dojdę, muszę minąć śpiący budynek Grand Hotelu, potem skręcam w krótką piaszczystą już alejkę, tuż przed tablicą informującą o fokach, co letnią porą lubią tu brzuchem leżeć na plaży. Staram się iść po śniegowym języku, lecz stały grunt szybko się kończy. Piasek pochłania moje oficerki. Lecz grzęznę nie głębiej niż 4 cm. Wkrótce, zaledwie po 10 sekundach, gdy moje serce drży już z tęsknoty, która zaraz się skończy, jestem u brzegu. Wiatr zmusza moje oczy do łez. Policzki oblekają się w czerwień na najbliższe dwa dni. Fale są minimalne, lecz mimo tego muszle wesoło poddają się prądowi. Ruszają się bezustannie, okręcają wokół własnej osi, i jest w tym coś z tańca derwiszy. Jakieś umiłowanie wirowania, jakaś stałość w ruchu, jakiś pierwiastek nieskończoności.
Łatwo zauważyć, że brzeg szybko opada w morską głębinę. Drobinki piasku i maleńkie kamyczki szaleją na równi pochyłej. Wszak pod wodą nie obowiązują już te same zasady.
Cofam wzrok i o mało nie upadam. Poślizgnęłam się. Lodowaty Bałtyk swym chłodem sprawił, że brzeg zamarzł. Widzę małe, szare muszelki! Chcę je podnieść, chcę je stąd zabrać. Nie ma to jednak szans powodzenia. Muszelki przywarły do brzegu wieczną zmarzliną. Może chciały tam zostać? Może to Bałtyk nie chce by odeszły, by ktoś mu je zabrał? To chyba najbardziej zaskoczyło mnie podczas mojego dwugodzinnego pobytu w Sopocie! I o tym w zasadzie chciałam Ci napisać. Muszle zimą przymarzają ! Druga sprawa to piękne detalami wille sopockie, nikt by ich nie sfotografował, tak jak Ty, podczas naszego wspólnego wieczornego spaceru.

Co do podpisu, nadal nie wiem. Może lepiej bez. Tak jak bez odpowiedzi, której pocztówki nigdy nie obiecują.