23 grudnia 2011

18 grudnia 2011

26




świetna rzecz!Polecam zajrzeć: http://penpen.jogger.pl/

11 grudnia 2011

żal

Wiele razy układałam w myślach wiersz o pościeli, w której sypiałeś, a którą teraz należałoby wywalić z łóżka. Tymczasem niemo sobie leży, bezczelnie nie zwracając na siebie uwagi, na połowie, tej Twojej. Nie napiszę tego wiersza, nie usunę kołdry i poduszki. Wywalę wspólne prześcieradło. Budzi we mnie ten rodzaj buntu, który czujesz niekiedy mówiąc z niesmakiem, że rodziny się nie wybiera. Coś jak protest bez sensu. A może bardziej, jak spadanie ze schodów...
Po pościeli czas na inne rzeczy z tamtej rzeczywistości. Po ostatnich dwóch razach, gdy ze złością pakowałam je do worka na śmieci, aby Ci je oddać, teraz już tylko siedzę w fotelu i dopijam kawę, po której mi jest niedobrze. Może to nie kawa? Może to ta cisza, jaką chce to wszystko objąć, bo słowa mi nie pasują do pustki. Ja niemal tej pustki pragnę, bo jej nie pamiętam. Budzi taki dreszczyk, jak nowy pomysł na życie, jak pół-marzenie. Więc nie dotykam już tamtych rzeczy, leżą dookoła jak trupy, a ja prześlizguję się po nich wzrokiem. Zupełnie jakby mi miały przypomnieć dawne pragnienia... których dziś już nie zrozumiem, tak bardzo się zmieniły. Żal mi tych słów, które tu powstały, z nagich podstawowych liter, jak dwójka ludzi, którzy mieli kiedyś stworzyć coś wspaniałego. Ale jak to w grudniu, jak to w życiu, czasem nic z tego nie wychodzi. Potem przychodzą pierwsze święta bez śniegu, pierwsze inne, a potem ani się obejrzysz już po nich. Na chodnikach chlapa, w nocy zimno w stopy. Z prozaicznych powodów, druga kołdra znowu zaczyna być potrzebna, lecz tym razem tylko Tobie.

Sunday night

04 grudnia 2011