11 grudnia 2010

Czego!?

Weryfikacja, weryfikacja, weryfikacja... czas na wnioski, na które nie jestem gotowa. Po odebraniu wczoraj dyplomu miałam taki zjazd humorystyczny, że nawet 16 godzin snu by mi nie pomogło. Co dalej z życiem mym?
Ciekawe, że jak o czymś zapomnisz, zostawisz za plecami i pójdziesz dalej, życie Ci o niespełnionych planach i marzeniach przypomni. Ostatnio miała okazje uczestniczyć w szkoleniu z zarządzania kulturą (było świetnie, choć mroźno)gdzie znowu usłyszałam, iż powinnam iść na doktorat. Drugi impuls dała mi moja promotorka, która chce zgłosić moja pracę do konkursu prac magisterskich o tematyce toruńskiej.
No tak komuś kto się zajmuje przeszłością, najtrudniej odpowiedzieć sobie na pytania dotyczące własnej przyszłości...

03 listopada 2010

Gdzie mieszka seks...

Otóż w którymś z postów obiecałam, głównie sobie, że przeczytam książkę Ireny A. Stanisławskiej sondującej Piotra Pałagina. Jak się dowiadujemy z opisu wydawcy Pan ów jest lekarzem, psychoterapeutą, absolwentem Radziecko - Amerykańskiej Akademii Psychoterapii, członkiem Stowarzyszenia Homeopatów Wielkiej Brytanii i astrologiem. Prowadzi praktykę, seminaria i wykłady w Rosji, Austrii, USA, UK, Litwie, Łotwie i w naszym uroczym kraju.
Powyższy opis umknął jakoś mej uwadze, gdy zaczynałam czytać tę książkę. Dopiero Przemek, "człowiek jakże przenikliwie klasyfikujący" pyta mnie, "Czy ty wiedziałaś kim jest ten Pan?" Oczywiście udałam, że "phi, oczywiście" i nie robi to na mnie wrażenia, ale szczerze powiedziawszy będąc osobą stroniąca od astrologii, czakr i homeopatii, trochę ostudziło to mój zapał doń.
Niemniej w ramach akcji "szerokie horyzonty - poszerzamy!" i słów F. Zappy "Umysł jest jak spadochron. Nie działa, jeśli nie jest otwarty" - brnęłam.

Niewątpliwie na plus tej książki można zaliczyć pojawiające się licznie przykłady problemów i ich rozwiązań, wzięte z życia P. Pałagina i jego praktyki jako psychoterapeuty.

Zapamiętam kilka rzeczy z tej książki, niektóre dały mi do myślenia. Myślę, że w zasadzie zamiast recenzji, opisze swoje wrażenia z lektury. Są to np. odmienne podejście do seksu mężczyzny i kobiety polegające na problemie uważania seksu za jedną z "potrzeb", co w zasadzie sprowadzało by seks jedynie do potrzeby fizjologicznej. To smutne i niepełne znaczenie aktu seksualnego, jednak na przykładzie ludzi "skaczących z łóżka do łóżka" nabiera smutnych rysów realności.
I tu kolejna sprawa związana z temperamentem seksualnym partnerów. Autor podaje przykłady, iż dwójka ludzi o różnych temperamentach nie stworzy związku wzorcowego. Choć o znaczenie wyrażenia "wzorcowy związek" można się spierać, chodzi tu w dużej mierze o szukanie wrażeń z innym partnerem. Ktoś kto jest ognistym kochankiem, nie dogada się z oziębłą kochanką, uważającą seks za "potrzebę". Różnice w tych poziomach prowadzić mają również do chorób układu rozrodczego. Racjonalne wydaje się zgodzenie z tym, iż rytm seksualny kochanków to podstawa udanego pożycia.
Jak sugeruje dalej Pałagin, jest błędem popierane przez niektórych budowania związku na długoletniej przyjaźni. Ponoć kończy się to zaburzeniami seksualnymi.

Poniekąd zgadzam się z fragmentami, w których psychoterapeuta upatruje zaburzeń seksualności w wychowaniu i identyfikowaniu się z płcią. Zdaniem autora odpowiedź na pytanie "po co/ dlaczego jestem kobietą/mężczyzną?" jest kluczowe do pożycia pozbawionego fiksacji i zaburzeń.
To co wynika z tej książki, to przesłanie które niezwykle mi się spodobało. Mianowicie, tu cytat "seks, orgazm to jedyna sfera wolności, którą człowiek ma w otaczającym go świecie. A wolność jest największym pragnieniem człowieka. Bo wolność to radość, spokój, rozluźnienie. To ona daje prawdziwe poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że nasze życie na Ziemi ma sens".

Gdzie mieszka seks? W każdym z nas, w niektórych na stałe, w innych w weekendy.
Książka jest subiektywna, zastanawiająca i szybko się ją czyta - lecz mniej przyjemna, niż można by sądzić po temacie.

31 października 2010

Nowe czasy, odwieczne problemy...

Pierwszy raz od 25 lat nie odwiedzę grobów bliskich zmarłych na ich święto listopadowe. Dodatkowo dziś do moich drzwi zapukał mały duch ze swoją babcią wesoło strasząc Pater Familiasa i zmuszając go okrzykiem "Słodycz albo psikus" do wydania ostatniej zachomikowanej czekolady toffi. Nadchodzą nowe czasy...

Snuje dziś wieczór osobiste rozważania o bliskich, którzy już nie usiądą do stołu na urodzinach i imieninach mojej prababci. O tych, którzy te dwa w roku popołudnia spędzić chcieli w małym pokoju 3 na 3 i pół, w gwarze 15 osób.
Zwykliśmy siadać tym dość dużym gronem wokół za niskiej, rozkładanej ławy - zastawionej dobrym, domowym, ale uroczystym jedzeniem. I choć zdarzały się rozwody i śmierci, my nadal przy tym stole siadamy, raczej nie doceniając że siebie mamy. Bo gdy tak siadam w kącie, na sfatygowanej wersalce, wszyscy wydają mi się tak ułomni, tacy spaczeni, tak obciążeni przywarami i tacy wadliwi. Wujek z ciotką opowiadają sprośne dowcipy, inny wujek podszczypuje, kolejni wujkowie piją kielonka za kielonkiem, kuzynka wcina zbyt dużo jak na 13latkę. Ale siedzimy, rozmawiamy, śmiejemy się dogryzając sobie i trwamy...
Dziś jest już inaczej. Choć dołączyły do naszej rodziny nowe dzieci i one są w centrum uwagi, ja słucham mojej prababci, siedzącej pod zieloną paprotką.
Jest smutna.
Widzę po niej, że życie, a może nawet Bóg ją zawiódł.
Że się poddała.
Ta pamiętająca dzień śmierci Marszałka.
Kobieta, mieszkając na niemieckim gospodarstwie, zmuszona ukrywać radzieckiego spadochroniarza we własnym domku.
Ta, którą przesłuchiwało gestapo w zaawansowanej ciąży.
Ta, która z mężem spędziła po ślubie tylko tyle czasu by spłodzić piątkę dzieci.
Żona tego, którego wywieźli na lata na roboty w głąb III Rzeszy.
Ta, której mąż po kilku miesiącach od powrotu umiera na gruźlicę.
Ta, która sama buduje dom dla swych dzieci, a potem składa do grobu jedno z nich. Po około dziecięciu latach zrobi to jeszcze raz.
Ta, która całe życie szyje na maszynie, bo drugi mąż nie potrafi nic, poza trafieniem do domu pod wpływem.
Moja prababcia Irena, którą doświadczyło życie.
Jednak dopiero teraz po przedwczesnym odejściu żartobliwych wujków, nie poznaję mojej babci. Jej widok sprawia, że wizja śmierci kogokolwiek mnie paraliżuje. Nigdy jej o tym nie opowiem.

Wujek Tadeusz popełnił w miłości chyba wszystkie możliwe błędy, a może żadna z jego miłości nie potraktowała go poważnie? Był dobrym, lecz niewierzącym w moc swych rąk, stolarzem. Latał na paralotni, lubił podróżować i kochał Bieszczady. Wiele czasu spędzał w swojej górskiej chatce, która stała się jego grobem. Pochowany został w Wetlinie, w skromnym grobie otoczonym rzecznymi kamieniami. W dzień pogrzebu rodzeństwo i dzieci, wedle jego życzenia, rozsypało część jego prochów na szczycie Połoniny Wetlińskiej. Wiatr go pochwycił i poniósł ku szczytom Halicza i Rozsypańca.

Wujek Mietek lubił majsterkować, lubił wypić i przygarniać kocięta. Pasjami rozwiązywał krzyżówki, a w szufladach gromadził żarówki, diody i układy scalone, które zawsze kojarzyły mi się z japońskimi nowoczesnymi miastami. Cieszyły go małe rzeczy, w końcu tak nie wiele miał.
Babcia długo otaczała opieką chorego na raka wujka. W któryś czwartek zeszłego roku musiała już zawieźć go do Hospicjum. Nie chciał. Zmarł tego samego dnia, wtedy spadł też pierwszy śnieg tamtej zimy.

Mój dziadek Józef miał chropowaty zarost, swetry zapinane na trzy guziki i żółto-czerwony rower firmy Romet. Wydaje mi się, iż nie był wylewny, ale pewnie się mylę. Strasznie żałuję, że nie mogłam posłuchać jego opowieści o Nowym Jorku końca lat 70tych, o metrze, którym tam jeździł i o jazzie, który usłyszał tam po raz pierwszy. I co z tego że miałam adidasy z Ameryki, bluzę z Myszką Miki i udany dzień nad jeziorem w dzień jego śmierci? Wolałabym by go nie zabił kierowca na trasie A1, a już zupełnie nie chciałabym mieć wtedy imienin i jagód na torcie, po które jechał do lasu specjalnie dla mnie.

Moja babcia po śmierci męża kompletnie zamknęła się w sobie. Dziś odkrawamy jej skórkę od chleba, robimy słodką herbatę, a ona nie pamięta już o śmierci dziadka. Ona niczego już nie pamięta...

Śmierć zabija. Cudza śmierć zabija coś w nas. W końcu przecież "Człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić".*




*Antoine de Saint-Exupéry — Mały Książę.

27 września 2010

I don't believe in love...

Nie wiem dokładnie, w którym momencie to się stało. Choć wiem, że obwiniam niejako na zasadzie przeniesienia "czyichś przewin względem kogoś". Lecz ciosy padły tak blisko, że miłość stopiła się na moich oczach, jak masło zbyt długo rozmrażane w mikrofalówce.

I choć samo w sobie nadal istnieje, to ani nie wygląda normalnie, ani nie smakuje dobrze. Takiego masła już nikt nie chce, a tylko czasem żal jest je wyrzucić, zatem zalega w lodówce, niejako z poczucia winy.

Dlatego postanowiłam, iż udawać nie umiem, że wszystko jest w porządku. Sytuacja problemu między bliskimi ludźmi bardzo boli, bardzo wpływa i bardzo niszczy. Miał pewnie rację znajomy, że może w swojej głębi serca i duszy wierzę nadal w miłość. Jednak uważam, że już chyba tylko w tę, co jest jak masło - z terminem przydatności, albo tą stopioną ... złymi słowami, rozłąką i zimnym sercem. Innej nigdy nie spotkałam...

Czy chciałabym wrócić do dawnej wiary w miłość? Uwierzyć ponownie? Dokopać się do głębin? Próbuję. Czytam, słucham i myślę, milczę - nie pozostaje zamknięta, na razie jestem niedostępna. Na tyle na ile mogę pozostaję w grze, lecz nie gram.

10 lipca 2010

Zawód miłosny trzeba “przegadać”, albo zakochać się na nowo..."

Uwielbiam zgłębiać relacje międzyludzkie. Zwłaszcza planetę miłość i jej planetoidy analizować uwielbiam.
Nie to abym odebrała właściwe po temu wykształcenie w temacie psychologii, co zawsze mi się marzyło, ale jakieś doświadczenia posiadam - plus zmysł obserwacji wykształcony, aż nadto zajebiście. Korzystam udatnie ze zmysłów, więc powtarzać zasłyszane/przeczytane rewelacje również lubię.
Od jakiegoś już czasu zastanawia mnie zjawisko "przyjaźni", a konkretniej od czasu gdy dowiedziałam się, iż stratę przyjaciela przeboleć trudniej, niż utratę ukochanego.
Przyznam, że cenię sobie przyjaciół, lecz mam ich zbyt mało. Od czasu do czasu - wcale. Powód? Nieumiejętne dbanie o tego typu relacje. Zawsze wydawały mi się czymś czasowym np. przyjaciele ze szkolnej ławki, przyjaciele z liceum, ze studiów, z pracy. Ktoś mógłby powiedzieć, że to znajomi, a nie przyjaciele. Lecz ja powiem, iż od tego wszystko się zaczyna, od wspólnoty celu, wartości, czasu.
Tymczasowość i dzisiejszy pęd życia... są wszystkiemu winne! Zmiany w życiu pociągają za sobą zmiany środowiska i otoczenia, a w konsekwencji także zmianę ludzi. Relacje trudno jest przecież utrzymać, gdy dzielą nas obowiązki, prywatne życia i kilometry. Pojawia się poczucie winy, smutek, melancholia, tęsknota... dlatego sama również ciężko zawieram przyjaźnie. Nie dlatego, że kogoś nie lubię, ale dlatego, że ciężko znoszę syndrom odstawienia.
Wydaje mi się, iż jest to powszechne i najbardziej widoczne na zasadzie zmian partnera. Przyjaźń to podstawa związku, plus bliskość, intymność i przywiązanie. Wyobraźmy sobie, że się rozstajecie z powodu jakichś różnic, planów, wartości, być może zdrady (choć ta do tego przykładu się nie nadaje), a mimo wszystko gdy wydarzy się coś ważnego, chcesz chwycić za telefon i pogadać z przyjacielem. Mimo całego bólu rozstania, tęsknicie najbardziej już nie za pocałunkami, trzymaniem się za rękę, czy wspólnymi nocami, lecz za ... przyjacielem. Wchodząc potem w nowy związek cały czas będzie wam czegoś brakowało. Rodzić to będzie smutek i frustrację, być może zwlekanie z zaangażowaniem. Dobra nowina jest jednak taka, iż "Czas goi rany: im dalej od rozstania, tym mózg bardziej obojętnieje wobec obiektu miłości"
Zawód miłosny trzeba przegadać, może zakochać się na nowo, ale co zrobić gdy ten ktoś był również Twoim najlepszym przyjacielem? czy ból rozstania sprowadza się właśnie do tej tęsknoty za przyjaźnią? Gdzie jest to wszystko co razem się dzieliło? Przecież to nie tylko kilkanaście wspólnych zdjęć, kilku wspólnych znajomych z nk, ale cały mikrokosmos, który przestaje istnieć! W końcu, czy czasem nie jest tak, że zwlekamy z rozstaniem, bo owo przywiązanie (w sensie przyjaźni, taka niechęć do sprawienia mu/jej zawodu) nam na to nie pozwala?

Zdrowiej jest dla mózgu, kiedy zamiast pogrążać się w smutku, nazywamy na głos swoje doznania, długo już je nazywam. Nawet jeśli już nie chcę, to co mam począć skoro zniknął cały mikrokosmos?
Pewnych braków nowa miłość nie leczy, czasem jednak może Cię pozytywnie zaskoczyć. Warto mieć nadzieję.

08 lipca 2010

Upał

Na zewnątrz upał, więc chowam się w domu z książką i czereśniami, malinami, ostatnimi truskawkami. Przeczytałam ostatnio powieścidło pt. "Leven" Szlendaka, co mi zrobiło dobrze. Moje mediewistyczne zboczenie i miłość do Torunia, sprawiły, że zassałam książkę w kilka godzin. Miłośnikom kryminałów z wątkiem historycznym wielce zatem książkę polecam. Cena nie zabija, bo kupiłam ją w Taniej Książce za 9.90.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że za nic nie mogę skończyć ostatniego rozdziału mojej mgr. No po prostu bojaźń mnie ogarnia jak mam zacząć wprowadzać staroniemieckie źródło do akcji. Chyba marny ze mnie historyk, albo zbyt odpowiedzialny...

Choć nie powinnam chłonę lato, a raczej jego miłe elementy, bo samej pory roku nie cierpię!

30 czerwca 2010

Krzywa przegroda

MR to koszmar, badanie jest po prostu okropne.
Nie licząc wenflonu jest prawie nie inwazyjne, a doprowadziło mnie do płaczu. W dłoni miałam przycisk kontrolny, którego miałam użyć, gdybym z jakichś powodów chciała przerwać badanie. Na uszach miałam słuchawki, żebym mogła słyszeć co mówi lekarz. Przyczepiono mnie pasami, zakuto w jakieś plastikowe ramy, tak abym nie mogła się ruszać. Unieruchomienie na 20 minut to coś okropnego, lecz nie tak, jak kłopoty z oddychaniem. To nie były zwykłe duszności, z braku tlenu myślałam, że dostanę ataku serca. Po 10 minutach okropności dostałam komunikat, że wysuną mnie z urządzenia i podadzą dożylny kontrast. Poczułam ciepło w przedramieniu, ale nie byłam w stanie ogarnąć sytuacji. Maszyna była tak głośna i tak mną trzęsła, że bałam się, iż trzeba będzie powtórzyć badanie.
Dlatego nie użyłam przycisku. Gdybym z własnej winy miała powtórzyć leżenie w trumnie przez 20 minut - oszalałabym.

Resztę dnia spędziłam w totalnym odrętwieniu z zaleconą butelką wody mineralnej.
Po kontraście byłam niemal przeźroczysta, mogłam wodzić palcem po każdej żyle na moim ciele.
Prawdopodobnie będę jeszcze zmuszona zrobić badanie MR odcinka szyjnego i drżę na myśl o tym.

Może istotniejsze w całej tej historii, niż samo badanie, jest to o czym się podczas takiego badania myśli. Nie mogłam się skupić wcale. Bałam się i strach , taki niesprecyzowany i niedokładny obezwładnił moje ciało i umysł tak skutecznie, że pod koniec bezwiednie zaczęłam płakać. Po wyjściu z maszyny nie miałam nawet siły się ubrać.

Wyniki nic nie wykazały.
Mam ponad sto zdjęć mojego mózgu i ponoć ani jednego powodu do zawrotów głowy.
Aha, mam krzywą przegrodę, ale na to się szczęśliwie nie umiera.
Wygląda na to, że jeszcze się pomęczę na tym świecie...

16 czerwca 2010

MR

Jutro jadę do onkologicznego do Bydgoszczy na MR.
Szczerze? Już mam to w dupie.

Trwa u mnie weryfikacja marzeń. Część z nich się zwyczajnie z czasem rozwiewa, a reszcie pomogłam sama. Umiem wziąć za to odpowiedzialność i przyznać to głośno. Ale nie zamierzam grać ofiary losu i kajać się non stop w worku pokutnym.Ile można spełniać cudze ambicje?

Czas chyba wziąć się w garść i serio bardzo chce to zrobić ale mi potrzebne wsparcie, zaufania trochę, dobrego słowa nieco.
A tymczasem nic z tego?

06 czerwca 2010

Przepraszam

Zdarza się, że czekasz na to słowo.
Już chcesz puścić wszystko w niepamięć, wybaczyć wspaniałomyślnie, darować i żyć dalej szczęśliwie, ale nie możesz, bo on nie przeprosił.
Z czasem wszystko zaczyna zakrawać na kpinę.
Więc czekasz i roznosi Cię czy to furia czy niedowierzanie.
A potem On głupio pyta czemu jesteś zła.

Patrzysz na niego z osłupieniem i pytasz sama siebie:

-nie żałuje?
-nie obchodzi go jak się czujesz?
-kłamał, że wie co źle zrobił?
-nie zależy mu na waszych relacjach?
-(gorzej jeśli) jest aroganckim, apodyktycznym i egoistycznym palantem?
-nie myśli o Tobie poważnie?
-nie wie nic o kobietach?
-i tak zrobi to ponownie?
-ma jakiś własny życiowy problem, i spieprza po drodze co się da, byle tylko się nie przyznać?
-jest niedojrzały i nie wie czego chce od życia, a tym bardziej od Ciebie

Ciężko stwierdzić? Nic dziwnego, skoro słowo "przepraszam" przegrywa z "kocham Cię".

Czytałam ostatnio o takim badaniu, co w zasadzie dla nich i dla nas oznacza "przepraszam".

I zgadzam się z panią badacz, dla mnie ważne są przeprosiny, mam rozbudowaną sferę werbalną, oj mam.

I tylko dalej piszą, że dla faceta, jeśli już coś źle zrobił, to jedna wielka irytacja takie przeprosiny, bo mleko już się rozlało i po co to robić.

I dalej jest już wierutne kłamstwo... że faceci wolą działać, niż gadać.

Sorry, chyba w łóżku, bo w życiu to im coś nie bardzo wychodzi.

04 czerwca 2010

Gdzie mieszka seks?

"Każdy ma swoje problemy z kobietami, każda ma swoje problemy z mężczyznami. Każdy ma coś na sumieniu, każda o czymś marzy. Każdemu czegoś mało, każdej coś nie pasuje. Każdego coś podnieca, każdą coś zawstydza. Każdy do czegoś się nie przyzna, każda chciałaby to usłyszeć. Każdy powinien przeczytać tę książkę, a każda po jej lekturze pewnie powie: "Widzisz? A nie mówiłam ci?!". *

Brzmi to odpowiedź na wiele dręczących, bądź ciekawiących mnie pytań, dlatego jak już będę miała czas chcę dalej mówić - "Widzisz? A nie mówiłam ci?!".

*"Gdzie mieszka seks?"/Stanisławska Irena A., Pałagin Piotr/Wydawnictwo: Czarna Owca

30 maja 2010

Ale wstyd...

Wiadomo już czego wstydzą się faceci! Wiadomo co przed innymi zatają, więc w prostej mierze wiadomo również jak nas okłamią! Facet w 2010 roku wstydzi się/ukryłby według badań TNS OBOP:
1. choroba (29%)
2. "niektóre wstydliwe fakty ze swojej przeszłości" (27%)
3. brak pieniędzy (?%)
4. "dziwne nawyki" (24%)
5. "pewne cechy charakteru" (21%)
6. "brak pewnych umiejętności" (11%)

Wyniki, zwłaszcza pierwsze miejsce mnie trochę niepokoją. O ile trudności z przyznaniem się do słabości, w męskim wykonaniu nie są nowością, o tyle ukrywanie choroby to lekka przesada, godząca przecież w zaufanie międzyludzkie!
Może i racja, że nie rozmawia się z facetem o wstydliwych faktach z przeszłości... kto już to zrobił ten wie, że lepiej takich kampanii nie zaczynać. Lepiej trzymać język za zębami, jeśli myślisz źle o sobie, po co jeszcze partnerka ma o tobie tak myśleć. No, logiczne.
Brak pieniędzy również jest dla mnie logiczny. Niestety również z doświadczenia wiem, że facet bez pieniędzy z reguły myśli jak je zdobyć. Jeśli mu się nie udaje bywa koszmarnie sfrustrowany, zapominając o tym że problemy w związku nie biorą się z braku pieniędzy, tylko złego do nich podejścia!
Dziwne nawyki... hm już puściłam wodze fantazji, wy też?
Czy pod pewnymi cechami charakteru, kryją się wady czy te nieakceptowane przez partnera cechy? Każdy jakieś ma i to logiczne, byle tylko nie godziły w godność drugiej osoby, to da się wszystko przeżyć.
Moja mama umie położyć płytki, naprawić auto, zrobić fontannę w ogrodzie, zbudować karmnik dla ptaków, naprawić hydraulikę, spłuczkę, kontakt, pomalować pokoje, położyć tapetę, zrobić księgowość i w ciągu tygodnia jest w stanie się wyrobić. Przykry jest fakt, że są faceci, którzy nie umieją zrobić nic z tej listy i tak powinni się tego wstydzić. Niestety apodyktyczno-arogancko-egoistyczne 89% ma to w dupie, że kobieta musi sobie radzić sama i będąc w szczęśliwym związku, liczyć tylko na siebie. I to jest smutne.

Te same pytania, a kobieta najbardziej wstydzi się tego, że nie ma pieniędzy...
Czemu ich nie ma, to głupie pytanie, ale dlaczego się tego wstydzi?
Czy dzisiejsze społeczeństwo tak przywykło do shiny happy people, że pieniądze to już droga a nie cel?

29 maja 2010

Stopień wkurwienia - krytyczny!

Czasem są takie dni... tak już kiedyś zaczęłam tego bloga i co? I nic.
Dupa wielka. Stopień mojego wkurwienia jest niszczący. Poczucie straconego czasu rozsadza mi czaszkę. Żyła w głowie gdyby mogła, pękłaby groteskowo i mózg spływałby mi nosem na klawiaturę mojego laptopa, w kształcie wykrzyknika.
Słucham piosenek CKOD, które pomagają mi obwiniać o moje życiowe niepowodzenia i życiowe wybory w pizdu nieokreślonych decydentów.
Ale niestety to moja wina. Nic tego nie zmieni, ani przekleństwa, ani dziwne miny mojej rodziny.
Tak ja też mam ochotę wsiąść do pociągu jak Adam Miauczyński i odpocząć na plaży nad morzem. Ale to się nie wydarzy, bo mnie wkurwią.
Po prostu muszę wziąć kij i zmasakrować wszystkie przykrości. Bo mam dość, tak bardzo dość rozczarowań, że skali wkurwienia powoli braknie.


PS: Ucieka ze mnie powietrze, dzięki takiemu utworowi *(a ponoć nie moje kurwa klimaty)

24 maja 2010

25 lat minęło

Jestem stara.
Dzięki wszystkim za życzenia, za tort ze sztucznymi ogniami, bal, szampana! Jestem bardzo wdzięczna.

Jestem spanikowana.
Chcesz czy nie, na balu magisterskim temat pracy magisterskiej pada zbyt często. Czas się zabierać, błagam żeby tylko nie wydarzyło coś, co mi nie pozwoli pisać, gdy już usiądę. Wstępny termin obrony z możliwością składania na doktorat: 29 czerwca.

Jestem sama.
Czasem tak samo jak komuś, nie umiemy darować sobie. Totalnie rozbita zbieram jego rzeczy ze swojego życia, by mu je oddać. Zupełnie, jakby to miało sens jakiś. Nie dobrze mi, a piosenka Renaty Przemyk "bo jeśli tak ma być" przeszywa mnie po prostu strumieniem prawdziwości. Nie ma nic gorszego gdy ludzie się kochają, ale po prostu im nie wychodzi. Nie zostaje już nic do powiedzenia. To mdli... to sprawia że nie ma po co wstać rano...

19 maja 2010

Zdrowie

Oczywiście badanie się nie odbyło.
Termin kolejny 17 czerwca.
Szpital onkologiczny to potworne miejsce.
Zwariuje z niepewności.

07 maja 2010

Spacer? - Przecież pada...

Myślenia dzień kolejny.
Plus muzyka na ucho, nawet nowa dla mnie.
Całkiem nowe klimaty, może to mi pomoże.

Chce spacerować w deszczu! Czemu w "średnich miastach" to dziwne? Moi sąsiedzi nożyczkami strzygą trawę przed domem, a ja się będę zastanawiała nad samotnym spacerem w deszczu, z jedwabistymi dźwiękami przeszywającymi moje ciało...

Kuba, gdzie jesteś? Chce naszego spaceru sprzed lat, kiedy problemy miały mniejszy kaliber i nie zabijały od razu. Kiedy nie trzeba było przez pierwsze pół godziny nadrabiać zaległości i robić introit. Kiedy wiedziałeś po prostu co mi w duszy gra. Kiedy mogłeś powiedzieć z czystym sumieniem, że jestem jedyną osobą na tym świecie, która wie co jest w życiu ważne.

Och nie pamiętam, kiedy miałam ostatni raz wszystko gdzieś! Konwenanse, wąty, oczekiwania i narzekania.
Kiedy?
Może nigdy i to jest właśnie problem??

Kocham deszcz. Te deszcze na Mostowej to było coś! Tęsknię za tym...

06 maja 2010

3:0

3 lekarz - 3 diagnoza. Wzięliby się zdecydowali w końcu, kurwa. No brak mi słów.

Poza tym w moim życiu i tak już wiele się dzieje.
Może szykują się zmiany? Czuję, że tylko ja je blokuję...
Świadomość już się dowiedziała o pewnych rzeczach, wątpliwości nie dają spać.

Syf i malaria. A przecież kiedyś (przeklęte kiedyś co oznaczać ma niedawno ) wszystko było proste i nawet przyjemne. Taka dla przykładu praca magisterska... Włączasz Ryśka, odpalasz Worda i piszesz, bo lubisz, bo chcesz, bo Cię to interesuje.
Bańka mydlana pękła i nie wiadomo co teraz zrobić z życiem.

Zdrowie, wykształcenie i miłość. Przegrywam wszędzie gdzie się da.

Jebane 3:0 .

05 maja 2010

Strach

Powoli ludzie dowiadują się, że A. jest chora. Mówię niektórym znajomym, że jest coś nie w porządku. Z resztą... przecież widzą. Czasem niestety nie umiem ustrzec się przed opisem lub linkiem, gdy mam zjazd samopoczucia.
Do mojej siostry dzwoni z pytaniami kuzynostwo.
Mama gada w nocy z przyjaciółkami i swoją siostrą.
Wszystko dzieje się jakby w oddaleniu ode mnie. W oderwaniu, jakby nie mówili o mnie.
A ja sama w sobie nie zdecydowałam jeszcze jak mam to przeżyć. Dusze to w sobie. Ten strach i tę samotność. Straszliwą samotność, co nie chce litości od innych.
Co ja mam zrobić, co myśleć.
Lekarka napisała na skierowaniu: stwardnienie rozsiane. Ale przecież to jeszcze nie wyrok.
To tylko podejrzenie.
A co jeśli nie?
Jeśli takie akurat będzie moje życie.
Nie mam słów, którymi mogłabym wypowiadać do innych swoje strachy. Zupełnie jakby te małe białe tabletki wpychały mi słowa i łzy do wewnątrz. Gdy w końcu zrobią mi te tomografie, te rezonanse zobaczą na skanach tysiące słów. Może będzie to w końcu jakaś powieść, może tylko opowiadanie. Może to będzie sens mojego życia. Taki list 250 słów pod kiepskim tytułem "Była, żyła i już niedługo jej nie będzie".

I tylko Pater Familias milczy... Czy tak jak ja ma jeszcze nadzieje, że to tylko strach odbiera mi oddech, a innym jasne postrzeganie...

04 maja 2010

Przyczyna zgonu

Czy wiesz, że umierasz?
Czy wiesz, że umieramy od lat?
Że każdego z nas toczy inna choroba?
Ktoś umiera na raka, ktoś umiera z głodu.
Ktoś umiera ze smutku, a ktoś ze strachu przed życiem.

Czy strach petryfikuje Cię również przed szczęściem? Jeśli nie strach, to co Cię zatrzymuje? Brak wyobraźni?
Kim jesteś będąc tylko w połowie sobą, a w połowie przestraszonym zwierzęciem?

Na co Ty umierasz człowieku?

03 maja 2010

Biegnij!

Czasem czuję w brzuchu przestrzeń, która tam się zmieścić nie może, albo może furkoczącą siłę, która każe mi biec. Zupełnie jakby moje neurony zwariowały. Jakby krzyczały: Biegnij!
I biegnę.
Nie wiem jak to nazwać. Czy to strach?
Schopenhauer nazwałby pewnie pędem życia, to co mnie niesie naprzód.
Bo życie jest krótkie, czas zacząć biec w konkretnym kierunku.
Biegnę.

22 kwietnia 2010

Aeropag

Czasem czuje jakby we mnie siedziało zgromadzenie.
Aeropag.
Każdy z członków rady ma swoje zdanie. Z mocy ich obrad płynie moje niezdecydowanie.
Siedzą na marmurowych schodach starożytnego teatru, w epicentrum mojego serca.
Ubrani w togi i szare kaptury. Wiatr te kaptury szarpie naumyślnie niepokazując ich szpetnych, arystokratycznych twarzy. Niesie szepty 500 różnych odmiennych koncepcji.

Ja również zasiadam w tym zgromadzeniu. Jestem 501. Zbyt rzadko zabieram głos szeptem. Mam zbyt dużą srebrna togę, o która się potykam, jakbym swej godności nie umiała unieść. U moich stóp gromadzą się zabójcy miłości. Lecz są tylko cieniami. Jęczą imionami o wybaczenie, którego im udzielić nie mogę.
Nigdy nie będzie im wybaczone. Zabójstwo miłości nawet nieumyślne, jest niewybaczalne. Znaczy duszę jak chrzest święty znaczy chrześcijan.

Mordercy miłości mają władzę, o której nikt nie wie. Zsyłają mi straszne sny. O wojnie, o łzach i śmierci. Ostatniej nocy właśnie, kazali mi śnić... że zabiłeś Twoją miłość do mnie... że cień który w mym kierunku się wije jest Twój, a imię które słyszę należy do mnie...

18 kwietnia 2010

10.04.2010 - 18.04.2010

Zbigniew Herbert - Przesłanie Pana Cogito"

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę
idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rozrachunku jedynie to się liczy

a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys

i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych

strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy

czuwaj - kiedy światło na górach daje znak - wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechem zabójstwem na śmietniku

idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów

Bądź wierny Idź

08 marca 2010

Kobiety

Dzień kobiet to dla mnie kłopotliwy dzień. Zawsze był.
Moja mama ze względu na walkę z poprzednim systemem, nienawidzi wracać myślami do tamtych czasów. Ja głupia zawsze o tym zapomnę.
Zapomnę, że ma podstawy, ma pełne prawo.
I dlatego gdy syczy na mnie "ja tego święta nie obchodzę" jest mi wstyd.

W dzień kobiet staję przed lustrem i stwierdzam ze sześć razy, że się nienawidzę. Że moje ciało nienawidzi mojej duszy, i że raczej nie są ze sobą połączone, nawet nie są świadome połączenia. Jedno drwi z drugiego.

W tym dniu nie chodzi o kwiaty od Faceta. Inna rzecz, że nie wiesz już nawet czy On obchodzi ten dzień.
Chodzi o Ciebie.
Chodzi o mnie.
Więc od dziś nowe przykazanie na ten dzień.

Zmiana zamiast tulipana.

Po prostu załatw to ze sobą, raz na zawsze.

21 lutego 2010

Panowie nieidealni

Pamiętacie jak blog ten na początku traktował o facetach? Ja już prawie zapomniałam, więc myślę, że trzeba do tego tematu wrócić. Wiosna idzie, warto rozruszać twarz uśmiechem.
Jeśli zastanawiacie się jacy są faceci, przestańcie i zacznijcie czytać ich blogi. Anonimowo panowie nieidealni powiedzą Ci więcej niż chcesz wiedzieć, czasem w fajnym stylu, a czasem w mendowatym.

Zapytałam Faceta, dlaczego jak mężczyzna ma okazję "no wiecie", to niemal zawsze z niej skorzysta. I jakoś nie mogę sobie przypomnieć jak to wytłumaczył, oznacza to chyba, że mu nie uwierzyłam, gdy zaprzeczał.

30 stycznia 2010

Pozory

Czasem nie mam racji. Przyznaję się do tego, bo Ci co mnie trochę znają, mają mnie mylnie i często za arogancką, bądź taką, co pozjadała wszelkie rozumy.
Trzymam się w życiu pewnej zasady, a jak robię od niej odstępstwo, to popełniam zwykle błąd. "Jak nie wiesz, to się nie odzywaj".
Zmieniam zdanie co do pań z konserwacji. Po dniu tam spędzonym, rozumiem dlaczego tak się zachowują. Kobiety pracują dzień w dzień pod presją czasu, odpowiedzialności i ludzi, którzy wiecznie na nich liczą. Ponieważ każdy zabytek, czy to obraz, czy grafika, czy rzeźba muszą przejść przez ręce konserwatorek, kobiety nie mają ani jednej wolnej chwili. Muszą być szybkie, profesjonalne i cierpliwe, w stosunku do zabytków a nie do ludzi, którzy non stop czegoś od nich chcą. To sytuacja podobna do tej, gdy szef rzuca Ci na biurko kolejną stertę papierów do roboty.
Pobyt na poddaszu, bo tak się pracownie znajdują był jednym z ciekawszych dni stażu. Te zabytki...

Kobiecą ręką zapisany pamiętnik z XIX wieku. Na grzbiecie złoty napis Zur Erinnerungen, obejmował czyjeś życie.
Wydobył ze mnie nieme „o ja”.
Z białej koperty listownej na dłoń zsunęła się ciężko biżuteria popowstaniowa. Razem z czarnym krzyżem z koperty wypadła na moją dłoń żałoba. Czarne suknie kobiet, represja i bieda, smutek i dławione łzy tej dumy, co w nich płakała. Wszystko to wplecione było w naszyjnik, żółty kamień na przecięciu ramion krzyża nie miał siły opromienić minionej przeszłości.
Kościane szydła, wyszywane torebki, skórzane rękawiczki z perłowymi guzikami, lusterka, okładki na listy, wiklinowe i skórzane pudełka na bibeloty, dziewiętnastowieczne łyżwy, porcelana miśnieńska, świeczniki, wreszcie samowary do herbaty.

Ostatnia koperta.
Naszyjnik z włosów.
Włosy w kolorze jak ciemna olcha, jak moje. Dziwne, drobne, splecione ze sobą warkoczyki tworzą wstrętnie piękną biżuterię. Tropię kierunek warkoczyków, nikną w metalowym zapięciu. Dotykam go. Jest drapiący, nieprzyjemny i odpychający na pozór.

A pozory jak to pozory... czasem warto zmienić zdanie, a czasem trzeba.

05 stycznia 2010

Mądrość starożytnych...

Dobrze jest czasem przypomnieć sobie mądrość starożytnych, i nolens volens studentów pierwszego roku prawa.
W ramach noworocznych postanowień, postanawiam nie tylko nie jeść smażonego, ale szczególnie pamiętać o starożytnych mądrościach.


Cogitationis poenam nemo patitur


Impossibilium nulla obligatio


Quidquid agis, prudenter agas et respice finem






P.S.: ... i jeszcze magnez przyswajam obowiązkowo.