30 maja 2010

Ale wstyd...

Wiadomo już czego wstydzą się faceci! Wiadomo co przed innymi zatają, więc w prostej mierze wiadomo również jak nas okłamią! Facet w 2010 roku wstydzi się/ukryłby według badań TNS OBOP:
1. choroba (29%)
2. "niektóre wstydliwe fakty ze swojej przeszłości" (27%)
3. brak pieniędzy (?%)
4. "dziwne nawyki" (24%)
5. "pewne cechy charakteru" (21%)
6. "brak pewnych umiejętności" (11%)

Wyniki, zwłaszcza pierwsze miejsce mnie trochę niepokoją. O ile trudności z przyznaniem się do słabości, w męskim wykonaniu nie są nowością, o tyle ukrywanie choroby to lekka przesada, godząca przecież w zaufanie międzyludzkie!
Może i racja, że nie rozmawia się z facetem o wstydliwych faktach z przeszłości... kto już to zrobił ten wie, że lepiej takich kampanii nie zaczynać. Lepiej trzymać język za zębami, jeśli myślisz źle o sobie, po co jeszcze partnerka ma o tobie tak myśleć. No, logiczne.
Brak pieniędzy również jest dla mnie logiczny. Niestety również z doświadczenia wiem, że facet bez pieniędzy z reguły myśli jak je zdobyć. Jeśli mu się nie udaje bywa koszmarnie sfrustrowany, zapominając o tym że problemy w związku nie biorą się z braku pieniędzy, tylko złego do nich podejścia!
Dziwne nawyki... hm już puściłam wodze fantazji, wy też?
Czy pod pewnymi cechami charakteru, kryją się wady czy te nieakceptowane przez partnera cechy? Każdy jakieś ma i to logiczne, byle tylko nie godziły w godność drugiej osoby, to da się wszystko przeżyć.
Moja mama umie położyć płytki, naprawić auto, zrobić fontannę w ogrodzie, zbudować karmnik dla ptaków, naprawić hydraulikę, spłuczkę, kontakt, pomalować pokoje, położyć tapetę, zrobić księgowość i w ciągu tygodnia jest w stanie się wyrobić. Przykry jest fakt, że są faceci, którzy nie umieją zrobić nic z tej listy i tak powinni się tego wstydzić. Niestety apodyktyczno-arogancko-egoistyczne 89% ma to w dupie, że kobieta musi sobie radzić sama i będąc w szczęśliwym związku, liczyć tylko na siebie. I to jest smutne.

Te same pytania, a kobieta najbardziej wstydzi się tego, że nie ma pieniędzy...
Czemu ich nie ma, to głupie pytanie, ale dlaczego się tego wstydzi?
Czy dzisiejsze społeczeństwo tak przywykło do shiny happy people, że pieniądze to już droga a nie cel?

29 maja 2010

Stopień wkurwienia - krytyczny!

Czasem są takie dni... tak już kiedyś zaczęłam tego bloga i co? I nic.
Dupa wielka. Stopień mojego wkurwienia jest niszczący. Poczucie straconego czasu rozsadza mi czaszkę. Żyła w głowie gdyby mogła, pękłaby groteskowo i mózg spływałby mi nosem na klawiaturę mojego laptopa, w kształcie wykrzyknika.
Słucham piosenek CKOD, które pomagają mi obwiniać o moje życiowe niepowodzenia i życiowe wybory w pizdu nieokreślonych decydentów.
Ale niestety to moja wina. Nic tego nie zmieni, ani przekleństwa, ani dziwne miny mojej rodziny.
Tak ja też mam ochotę wsiąść do pociągu jak Adam Miauczyński i odpocząć na plaży nad morzem. Ale to się nie wydarzy, bo mnie wkurwią.
Po prostu muszę wziąć kij i zmasakrować wszystkie przykrości. Bo mam dość, tak bardzo dość rozczarowań, że skali wkurwienia powoli braknie.


PS: Ucieka ze mnie powietrze, dzięki takiemu utworowi *(a ponoć nie moje kurwa klimaty)

24 maja 2010

25 lat minęło

Jestem stara.
Dzięki wszystkim za życzenia, za tort ze sztucznymi ogniami, bal, szampana! Jestem bardzo wdzięczna.

Jestem spanikowana.
Chcesz czy nie, na balu magisterskim temat pracy magisterskiej pada zbyt często. Czas się zabierać, błagam żeby tylko nie wydarzyło coś, co mi nie pozwoli pisać, gdy już usiądę. Wstępny termin obrony z możliwością składania na doktorat: 29 czerwca.

Jestem sama.
Czasem tak samo jak komuś, nie umiemy darować sobie. Totalnie rozbita zbieram jego rzeczy ze swojego życia, by mu je oddać. Zupełnie, jakby to miało sens jakiś. Nie dobrze mi, a piosenka Renaty Przemyk "bo jeśli tak ma być" przeszywa mnie po prostu strumieniem prawdziwości. Nie ma nic gorszego gdy ludzie się kochają, ale po prostu im nie wychodzi. Nie zostaje już nic do powiedzenia. To mdli... to sprawia że nie ma po co wstać rano...

19 maja 2010

Zdrowie

Oczywiście badanie się nie odbyło.
Termin kolejny 17 czerwca.
Szpital onkologiczny to potworne miejsce.
Zwariuje z niepewności.

07 maja 2010

Spacer? - Przecież pada...

Myślenia dzień kolejny.
Plus muzyka na ucho, nawet nowa dla mnie.
Całkiem nowe klimaty, może to mi pomoże.

Chce spacerować w deszczu! Czemu w "średnich miastach" to dziwne? Moi sąsiedzi nożyczkami strzygą trawę przed domem, a ja się będę zastanawiała nad samotnym spacerem w deszczu, z jedwabistymi dźwiękami przeszywającymi moje ciało...

Kuba, gdzie jesteś? Chce naszego spaceru sprzed lat, kiedy problemy miały mniejszy kaliber i nie zabijały od razu. Kiedy nie trzeba było przez pierwsze pół godziny nadrabiać zaległości i robić introit. Kiedy wiedziałeś po prostu co mi w duszy gra. Kiedy mogłeś powiedzieć z czystym sumieniem, że jestem jedyną osobą na tym świecie, która wie co jest w życiu ważne.

Och nie pamiętam, kiedy miałam ostatni raz wszystko gdzieś! Konwenanse, wąty, oczekiwania i narzekania.
Kiedy?
Może nigdy i to jest właśnie problem??

Kocham deszcz. Te deszcze na Mostowej to było coś! Tęsknię za tym...

06 maja 2010

3:0

3 lekarz - 3 diagnoza. Wzięliby się zdecydowali w końcu, kurwa. No brak mi słów.

Poza tym w moim życiu i tak już wiele się dzieje.
Może szykują się zmiany? Czuję, że tylko ja je blokuję...
Świadomość już się dowiedziała o pewnych rzeczach, wątpliwości nie dają spać.

Syf i malaria. A przecież kiedyś (przeklęte kiedyś co oznaczać ma niedawno ) wszystko było proste i nawet przyjemne. Taka dla przykładu praca magisterska... Włączasz Ryśka, odpalasz Worda i piszesz, bo lubisz, bo chcesz, bo Cię to interesuje.
Bańka mydlana pękła i nie wiadomo co teraz zrobić z życiem.

Zdrowie, wykształcenie i miłość. Przegrywam wszędzie gdzie się da.

Jebane 3:0 .

05 maja 2010

Strach

Powoli ludzie dowiadują się, że A. jest chora. Mówię niektórym znajomym, że jest coś nie w porządku. Z resztą... przecież widzą. Czasem niestety nie umiem ustrzec się przed opisem lub linkiem, gdy mam zjazd samopoczucia.
Do mojej siostry dzwoni z pytaniami kuzynostwo.
Mama gada w nocy z przyjaciółkami i swoją siostrą.
Wszystko dzieje się jakby w oddaleniu ode mnie. W oderwaniu, jakby nie mówili o mnie.
A ja sama w sobie nie zdecydowałam jeszcze jak mam to przeżyć. Dusze to w sobie. Ten strach i tę samotność. Straszliwą samotność, co nie chce litości od innych.
Co ja mam zrobić, co myśleć.
Lekarka napisała na skierowaniu: stwardnienie rozsiane. Ale przecież to jeszcze nie wyrok.
To tylko podejrzenie.
A co jeśli nie?
Jeśli takie akurat będzie moje życie.
Nie mam słów, którymi mogłabym wypowiadać do innych swoje strachy. Zupełnie jakby te małe białe tabletki wpychały mi słowa i łzy do wewnątrz. Gdy w końcu zrobią mi te tomografie, te rezonanse zobaczą na skanach tysiące słów. Może będzie to w końcu jakaś powieść, może tylko opowiadanie. Może to będzie sens mojego życia. Taki list 250 słów pod kiepskim tytułem "Była, żyła i już niedługo jej nie będzie".

I tylko Pater Familias milczy... Czy tak jak ja ma jeszcze nadzieje, że to tylko strach odbiera mi oddech, a innym jasne postrzeganie...

04 maja 2010

Przyczyna zgonu

Czy wiesz, że umierasz?
Czy wiesz, że umieramy od lat?
Że każdego z nas toczy inna choroba?
Ktoś umiera na raka, ktoś umiera z głodu.
Ktoś umiera ze smutku, a ktoś ze strachu przed życiem.

Czy strach petryfikuje Cię również przed szczęściem? Jeśli nie strach, to co Cię zatrzymuje? Brak wyobraźni?
Kim jesteś będąc tylko w połowie sobą, a w połowie przestraszonym zwierzęciem?

Na co Ty umierasz człowieku?

03 maja 2010

Biegnij!

Czasem czuję w brzuchu przestrzeń, która tam się zmieścić nie może, albo może furkoczącą siłę, która każe mi biec. Zupełnie jakby moje neurony zwariowały. Jakby krzyczały: Biegnij!
I biegnę.
Nie wiem jak to nazwać. Czy to strach?
Schopenhauer nazwałby pewnie pędem życia, to co mnie niesie naprzód.
Bo życie jest krótkie, czas zacząć biec w konkretnym kierunku.
Biegnę.