20 lipca 2009

W co grają ludzie...


Kiedy z kimś chodzisz, możesz dojść wszędzie: do ołtarza, do ostateczności, a nawet do szaleństwa... każdy nowy związek bowiem to nowe realia i całkiem inne metody gry między dwojgiem ludzi.

W myśl psychologii stosunków międzyludzkich wszyscy jesteśmy całkiem niezłymi zawodnikami. Wszystko co robimy, każda podjęta przez nas decyzja, da się zdefiniować jako gra, czyli seria komplementarnych transakcji ukrytych prowadzących do dobrze określonego, dającego się przewidzieć wyniku.*
Czy wypada nam się łudzić, że małe błędy które popełniamy są na tyle nieświadome, że donikąd nie prowadzą? Czy ON/ONA gra? A może właśnie przegrywam, a nawet o tym nie wiem...

Na mój gust, bo daleko mi nawet do domorosłego psychologa, gry czyli "schematy naszych zachowań" są nawet dość nudne. Dlaczego to robimy? Dla korzyści. Obojętnie czy nazwiemy to dobrem związku, rodziny czy własnym, grasz (przestrzegając jakichś reguł) by ugrać coś dla siebie.
Piszę o tym, bo często sama zapominam o sobie. Dziś okazuje się nagle, że trzeba uważać na swoje pionki... tak łatwo zapomnieć, że wspólne życie to nie partyjka chińczyka.
Wspólnie grać wspaniale, wspólnie grać jest najlepiej. O siebie jednak grać musisz samodzielnie, przecież wiesz jakiego chcesz wyniku...


* Berne Eric, W co graja ludzie, warszawa 2002, s. 37.

05 lipca 2009

Podobno...

Opierałam się długo. Broniłam rękoma i nogami. Jednak przypływ dobrego humoru jaki się wiąże z tym misternym przedsięwzięciem, o którym chcę wam wspomnieć, jest dla jednej duszy nazbyt przytłaczający. Grzechem ciężkim wręcz byłoby zatrzymywanie takiej wiedzy dla siebie!
Rzecz będzie o ... mężczyznach.

Rozczarowujący mężczyźni są liczni. Najczęściej nie sposób dojść skąd "chlapnięte" przez nich sformułowanie pochodzi. Dochodzenie pt. "dlaczego On nie wie, że popełnił faux pas" to jak szukanie igły w stogu siana. I stoisz wtedy przed nim, patrząc na niego i łudząc się, że źle coś zrozumiałaś, że się przesłyszałaś, no bo przecież "na miłość boską nikt przy zdrowych zmysłach... " Znamy to.
Drogie Panie czas na chwilę bolesnej prawdy! Kogo zaboli dokładnie nie wiem, wiem natomiast że na pewien typ męskiej megalomanii można się zaszczepić.
Mężczyźni przekazujący sobie publicznie życiowe mądrości na temat zdobywania kobiet, to zjawisko rzadkie i niestety skończenie zabawne. Większość z was potraktuje to jako dobry żart ... i może pozostańmy przy takim odbiorze. Żadnej nadinterpretacji. Nie załamujmy się, miejmy nadzieję, że nie każdy facet jest zepsuty...
Żeby naświetlić cały proceder, wyobraźmy sobie fikcyjną bohaterkę - Carrie Bradshaw. O ile każda kobieta chciałaby wiedzieć tyle o facetach naszych wiosek i miast, co Carrie o mężczyznach Manhattanu, wiemy że włączając Seks w wielkim mieście przenosimy się w (wyimaginowany jednak!) świat wysokich szpilek, wysublimowanych szybkich numerków i torebek Prady.
Natomiast co zrobi facet, u którego zachowanie kobiety przerasta możliwość pojęcia jej niezgłębionych i nieprzeniknionych procesów myślowych?
Włącza komputer. Niestety nie jest to już, jak mogłoby się zdawać, świat dla mężczyzny fantastyczny.
Istnieje strona, która "najprawdziwszą prawdę" Ci o babach powie. Pewnie nawet nie jedna strona, lecz po przeczytaniu kilku perełek, większej ich liczby nie chce się widzieć na oczy.

Drogie "wredne baby"/"zimne suki", dowiedzmy się czegoś o sobie w oczach prawdziwych mężczyzn! Studiujmy dogłębnie sztukę podrywu! Wszak nie jest ważne co mówisz, a to że dotknęłaś trzy razy swojego prawego ucha, oznaczać będzie gorący seks w tanim motelu pod miastem.

Gromadźmy męskie mądrości... tak ich niewiele w dzisiejszym świecie. Dowód niżej



Podobno trzeba zaliczyć 12 dziewczyn, żeby zapomnieć o tej, którą się na prawdę kochało.