Uwielbiam zgłębiać relacje międzyludzkie. Zwłaszcza planetę miłość i jej planetoidy analizować uwielbiam.
Nie to abym odebrała właściwe po temu wykształcenie w temacie psychologii, co zawsze mi się marzyło, ale jakieś doświadczenia posiadam - plus zmysł obserwacji wykształcony, aż nadto zajebiście. Korzystam udatnie ze zmysłów, więc powtarzać zasłyszane/przeczytane rewelacje również lubię.
Od jakiegoś już czasu zastanawia mnie zjawisko "przyjaźni", a konkretniej od czasu gdy dowiedziałam się, iż stratę przyjaciela przeboleć trudniej, niż utratę ukochanego.
Przyznam, że cenię sobie przyjaciół, lecz mam ich zbyt mało. Od czasu do czasu - wcale. Powód? Nieumiejętne dbanie o tego typu relacje. Zawsze wydawały mi się czymś czasowym np. przyjaciele ze szkolnej ławki, przyjaciele z liceum, ze studiów, z pracy. Ktoś mógłby powiedzieć, że to znajomi, a nie przyjaciele. Lecz ja powiem, iż od tego wszystko się zaczyna, od wspólnoty celu, wartości, czasu.
Tymczasowość i dzisiejszy pęd życia... są wszystkiemu winne! Zmiany w życiu pociągają za sobą zmiany środowiska i otoczenia, a w konsekwencji także zmianę ludzi. Relacje trudno jest przecież utrzymać, gdy dzielą nas obowiązki, prywatne życia i kilometry. Pojawia się poczucie winy, smutek, melancholia, tęsknota... dlatego sama również ciężko zawieram przyjaźnie. Nie dlatego, że kogoś nie lubię, ale dlatego, że ciężko znoszę syndrom odstawienia.
Wydaje mi się, iż jest to powszechne i najbardziej widoczne na zasadzie zmian partnera. Przyjaźń to podstawa związku, plus bliskość, intymność i przywiązanie. Wyobraźmy sobie, że się rozstajecie z powodu jakichś różnic, planów, wartości, być może zdrady (choć ta do tego przykładu się nie nadaje), a mimo wszystko gdy wydarzy się coś ważnego, chcesz chwycić za telefon i pogadać z przyjacielem. Mimo całego bólu rozstania, tęsknicie najbardziej już nie za pocałunkami, trzymaniem się za rękę, czy wspólnymi nocami, lecz za ... przyjacielem. Wchodząc potem w nowy związek cały czas będzie wam czegoś brakowało. Rodzić to będzie smutek i frustrację, być może zwlekanie z zaangażowaniem. Dobra nowina jest jednak taka, iż "Czas goi rany: im dalej od rozstania, tym mózg bardziej obojętnieje wobec obiektu miłości"
Zawód miłosny trzeba przegadać, może zakochać się na nowo, ale co zrobić gdy ten ktoś był również Twoim najlepszym przyjacielem? czy ból rozstania sprowadza się właśnie do tej tęsknoty za przyjaźnią? Gdzie jest to wszystko co razem się dzieliło? Przecież to nie tylko kilkanaście wspólnych zdjęć, kilku wspólnych znajomych z nk, ale cały mikrokosmos, który przestaje istnieć! W końcu, czy czasem nie jest tak, że zwlekamy z rozstaniem, bo owo przywiązanie (w sensie przyjaźni, taka niechęć do sprawienia mu/jej zawodu) nam na to nie pozwala?
Zdrowiej jest dla mózgu, kiedy zamiast pogrążać się w smutku, nazywamy na głos swoje doznania, długo już je nazywam. Nawet jeśli już nie chcę, to co mam począć skoro zniknął cały mikrokosmos?
Pewnych braków nowa miłość nie leczy, czasem jednak może Cię pozytywnie zaskoczyć. Warto mieć nadzieję.
10 lipca 2010
08 lipca 2010
Upał
Na zewnątrz upał, więc chowam się w domu z książką i czereśniami, malinami, ostatnimi truskawkami. Przeczytałam ostatnio powieścidło pt. "Leven" Szlendaka, co mi zrobiło dobrze. Moje mediewistyczne zboczenie i miłość do Torunia, sprawiły, że zassałam książkę w kilka godzin. Miłośnikom kryminałów z wątkiem historycznym wielce zatem książkę polecam. Cena nie zabija, bo kupiłam ją w Taniej Książce za 9.90.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że za nic nie mogę skończyć ostatniego rozdziału mojej mgr. No po prostu bojaźń mnie ogarnia jak mam zacząć wprowadzać staroniemieckie źródło do akcji. Chyba marny ze mnie historyk, albo zbyt odpowiedzialny...
Choć nie powinnam chłonę lato, a raczej jego miłe elementy, bo samej pory roku nie cierpię!
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że za nic nie mogę skończyć ostatniego rozdziału mojej mgr. No po prostu bojaźń mnie ogarnia jak mam zacząć wprowadzać staroniemieckie źródło do akcji. Chyba marny ze mnie historyk, albo zbyt odpowiedzialny...
Choć nie powinnam chłonę lato, a raczej jego miłe elementy, bo samej pory roku nie cierpię!
Subskrybuj:
Posty (Atom)