Wyrywam kartki z mało zapisanego pamiętnika. Są tam sentencje, które miały mnie bronić przed popełnieniem czegokolwiek. Lista ludzi za których się modliłam. Faceci, którzy dziś już nie znaczą nic. Lista powodów do zapamiętania, fragmenty listów miłosnych bez odpowiedzi. Pamięć łez i zawodów, często bolesnych. Kuba, Konrad, Ż.Ż, Kacper, Łukasz, Łukasz, Krystian, W., utraceni bo chwilowi przyjaciele, znienawidzeni nauczyciele łaciny, Wiking, hm... Marcin i Piotrek... Najfajniejsze są zapisy po pijaku, podniosłe i takie upadłe. Wyrywam, wyrywam, aż pęka pamiętnik. Nie sądzę żebym znowu zaczęła go zapisywać. Niech się sypie, podkreślając moją obecną sytuację. Mam ochotę wszystko spalić. Albo oddać bezdomnym, niech grzeje ich papier zapisany moimi wspomnieniami, o smutnym, wielokrotnie łamanym sercu.
Wyrzuciłam 90% notatek ze studiów, z zabawnymi zapiskami rozmów na marginesach, z ludźmi, którzy kiedyś byli codziennością, a których charakter pisma nic mi dziś nie mówi.
Stare bilety z koncertów, z romantycznych koncertów też. Kartki urodzinowe, okolicznościowe i największa bolączka mojego umysłu, wręcz kompulsywnie przeze mnie uprawiana we wczesnej młodości... listy.
Listy od byłego chłopaka, który dziś ma złamane serce przez innego chłopaka, potem zmienione w przyjacielskie, aż potem w żadne. List do Grzegorza Turnaua o braku moralności w czasach dzisiejszych, oraz listy niewysłane. Pisałam wiele niewysłanych listów, mówiłam im, że mam ich w dupie, że miałam zły dzień, albo chcę żeby mnie dotykali. Zaklejałam kopertę, adresowałam i wrzucałam do pudełek po butach. Tam to wszystko mieszkało, całe moje zagmatwanie.
Od dwóch dni próbuję się przez to przebić, aby udowodnić sobie, że to co myślałam, już nic nie znaczy. Z różnym rezultatem, lecz zawsze z gorzkim zakończeniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz