08 września 2009

Pater Familias odc.2

Pater Familias w szpitalach nie bywa. Pater Familias szpitalami gardzi. Jeśli trzeba, a już raz trzeba było - wiozą go tam jako specjalnego gościa i wschodzącą gwiazdę ostrego dyżuru.
I od tego przymusowego występu tyle spraw się zmienia.
W Jego menu: pokrzywowa herbata, 30km rowerem i leki za 200 zł.
A dla mnie: niepokój, często gęba na kłódkę i jeszcze więcej niepokoju.

I tak mieszka z nami Pater Familias co ma pęknięte serce. W pękniętym sercu gra muzyka chirurgicznego metalowego stentu, co się zowie Chopin.
Wygrałam w siódmej klasie podstawówki konkurs wiedzy o Chopinie. W nagrodę czekało mnie wystąpienie przed całą szkołą. Zamiast święcić sukces - zaświeciłam majtkami. Tak to publicznie pogrążył mnie Chopin, ratując potem życie Pater Familiasa.

Pater Familias nie cierpi umytych owoców. Ja wprost przeciwnie. I kłócilibyśmy się o to, przytaczając wiele przenaukowych wniosków badaczy Amerykańskich Instytutów Żywienia, ale już nie kłócimy. Gęba na kłódkę.

Szuranie paznokci po futrynie.
- Śpisz?
- Leżę, bo mnie plecy bolą.
Wchodzi Pater Familias.
- Przyniosłem Ci nektarynkę.
- O!
- Umyłem ją.
- O...
I już nic nie mówię, bo wszystko jest jasne.

Mgnienie oka później i jedno zadarcie głowy w górę, Pater Familias stoi na drabinie i wydłubuje z sufitu padniętą żarówkę halogenową.
Drugie mgnienie oka i zostaję sama. Oj przepraszam. Drabina pewnie tu trochę postoi. Niech stoi. To nie jest już przecież takie istotne...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz