22 kwietnia 2010

Aeropag

Czasem czuje jakby we mnie siedziało zgromadzenie.
Aeropag.
Każdy z członków rady ma swoje zdanie. Z mocy ich obrad płynie moje niezdecydowanie.
Siedzą na marmurowych schodach starożytnego teatru, w epicentrum mojego serca.
Ubrani w togi i szare kaptury. Wiatr te kaptury szarpie naumyślnie niepokazując ich szpetnych, arystokratycznych twarzy. Niesie szepty 500 różnych odmiennych koncepcji.

Ja również zasiadam w tym zgromadzeniu. Jestem 501. Zbyt rzadko zabieram głos szeptem. Mam zbyt dużą srebrna togę, o która się potykam, jakbym swej godności nie umiała unieść. U moich stóp gromadzą się zabójcy miłości. Lecz są tylko cieniami. Jęczą imionami o wybaczenie, którego im udzielić nie mogę.
Nigdy nie będzie im wybaczone. Zabójstwo miłości nawet nieumyślne, jest niewybaczalne. Znaczy duszę jak chrzest święty znaczy chrześcijan.

Mordercy miłości mają władzę, o której nikt nie wie. Zsyłają mi straszne sny. O wojnie, o łzach i śmierci. Ostatniej nocy właśnie, kazali mi śnić... że zabiłeś Twoją miłość do mnie... że cień który w mym kierunku się wije jest Twój, a imię które słyszę należy do mnie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz