Nie wiem dokładnie, w którym momencie to się stało. Choć wiem, że obwiniam niejako na zasadzie przeniesienia "czyichś przewin względem kogoś". Lecz ciosy padły tak blisko, że miłość stopiła się na moich oczach, jak masło zbyt długo rozmrażane w mikrofalówce.
I choć samo w sobie nadal istnieje, to ani nie wygląda normalnie, ani nie smakuje dobrze. Takiego masła już nikt nie chce, a tylko czasem żal jest je wyrzucić, zatem zalega w lodówce, niejako z poczucia winy.
Dlatego postanowiłam, iż udawać nie umiem, że wszystko jest w porządku. Sytuacja problemu między bliskimi ludźmi bardzo boli, bardzo wpływa i bardzo niszczy. Miał pewnie rację znajomy, że może w swojej głębi serca i duszy wierzę nadal w miłość. Jednak uważam, że już chyba tylko w tę, co jest jak masło - z terminem przydatności, albo tą stopioną ... złymi słowami, rozłąką i zimnym sercem. Innej nigdy nie spotkałam...
Czy chciałabym wrócić do dawnej wiary w miłość? Uwierzyć ponownie? Dokopać się do głębin? Próbuję. Czytam, słucham i myślę, milczę - nie pozostaje zamknięta, na razie jestem niedostępna. Na tyle na ile mogę pozostaję w grze, lecz nie gram.
"Miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?" - Milena, "Galerianki".
OdpowiedzUsuńMoże z czasem jeszcze będzie nam dane uwierzyć znowu.
Czasem życie zaskakuje! Zaczynam...
OdpowiedzUsuń