19 marca 2011

Dzieci, bleeeh..

Do tej pory łudziłam się, że temat prezentów dla dzieci, jak i dzieci w ogóle jest banalny. Aż tu nagle pojawia się zagadnienie drobiazgu dla 3latki. Zabawki można oglądać godzinę, książeczki, klocki, plecaczki, lalki, pluszaki, kredki i inne gadżety... Tylko co tu zrobić, kiedy się nie wie co porabia w wolnych chwilach takie dziecko?
Naturalne wydaje się skontaktowanie z kimś, kto takie pojęcie posiada. Na pierwszy ogień oczywiście byłaby to mama. Ale gdy ktoś ze swoją nie rozmawia, włącza książkę telefoniczna na komórce i szuka znawcy. Ta nie, ta to już w ogóle, ta o boże, ta never, z tą nie gadałam 3 lata, więc głupio zadzwonić, ta nie będzie wiedziała, dalej, dalej, dalej... i nic!
Grupa docelowa koleżanek w książce telefonicznej(bez rodziny): ok. 60.
Wiek: Reprodukcyjny.
Wykształcenie: Wyższe.

Stwierdziłam co następuje:

1. Tylko 4 moje znajome mają dziecko, ale nie są to bliskie koleżnaki(sic!)

2. Zapewne ok. 10 moich koleżanek (z całą pewnością) chce mieć dzieci

3. Około 30 nie ma nic przeciwko dzieciom, ale żeby je mieć to raczej nie

4. Może z 10 jest rodzicem chrzestnym i to im wystarcza

5. Około 10 nie cierpi dzieci, bleh, a żeby jakoweś rodzić to już w ogóle

Wnioski są takie, że większość (zatrważająca) moich najlepszych koleżanek to: albo zatwardziałe feministki, albo kobiety niezależne, albo homoseksualistki, albo singielki, albo ... albo co??

Dokąd zmierza ten świat i kto będzie zarabiał na nasze emerytury?
Zwłaszcza, że jeśli dzieci mieć nie będę, to się z wieży nie rzucę. W rodzinie nie mam małych dzieci, rodzeństwa wychowywać nie musiałam. Nic nie wiem o dzieciach, nie bawią mnie małe rączki i nóżki, a całkiem małe dzieci raczej mnie niepokoją...

Ogólny wniosek, jest taki, że nie lubię dzieci, boję się ich i ... jak każda kobieta oszukuję się, że jeśli już będę miała własne, to będą zupełnie inne niż wszystkie te: wrzeszczące, ryczące, krzyczące, wkładające palce do kontaktu i robiące sceny w miejscach publicznych bachory, które do tej pory zwykłam spotykać na swojej drodze.


P.S. Ostatecznie, to wujek Google podpowiedział mi co się nadaje dla 3latki,czytaj: czego nie zje, czego nie obślini, ani przez co się nie zabije z mojej winy...
Cała sytuacja tak mnie zirytowała, że pieniądze na prezent zainwestowałam w zbyt drogą, antystresową maseczkę do twarzy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz