Nic tak nie cieszy jak małe rytuały! Nic nie cieszy bardziej jak tradycja dzielenia rytuałów z ulubionymi duszami.
Do takich należą wyjazdy weekendowe, popularne wśród moich znajomych wspólne wyjazdy na Open'era, chodzenie na kawę w to samo miejsce, picie tego samego piwa w tym samym miejscu z tą samą osobą w ten sam dzień tygodnia!
Mam kilka własnych, których się boję, bo stwierdzić można, iż są następstwem jakichś schorzeń delikatnej natury psychicznej. Tak, skoro już przyszło do zwierzeń... nie zasnę gdy w pokoju jakaś szafka, szafeczka czy szuflada jest otwarta, a kawa w herbacianych kubkach mi nie smakuje (bo mam dwa kubki kawowe do celebracji tego napoju przeznaczone) i różne inne schorzenia - przyzwyczajenia, które przemilczę. Jednym natomiast z moich ulubionych, a szalenie niebezpiecznych, jest czytanie w trakcie spaceru... Od lat chadzam do biblioteki miejskiej, wypożyczam klasykę literatury i podążam deptakiem do domu, czytając w zamyśleniu. Raz czytając Sentencje Seneki, mało nie zabił mnie samochód...
Ostatnio mocno trzymam kciuki za pewną tradycję co się narodziła 6 marca, w dzień kaca po urodzinach Rudej. By nie zmarła śmiercią tragiczną ani powolną, choć kolejne przeznaczone nam niedziele wciąż wypadają z kalendarza...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz