Bus był już w granicach Polski. Szybko się ściemniło. Hanzeatyckie miasta zostały za plecami razem ze swym niesamowitym wiatrem, neurotyczną pogodą i lekkim powietrzem, pełnym naszego zachwytu.
Wiele zobaczyłam, do wielu miejsc będę wracała wspomnieniami... do piętrowych łóżek i katedr, wina w kubkach i anegdot, Guinnessa w lubeckim pubie, stralsundzkich wieczorów, niemieckich rzek i wiatraków, i do ludzi, z którymi te chwile dzieliłam. Bo poza zyskanymi wrażeniami, czułam że takie chwile nigdy się nie powtórzą. Czułam też że definitywnie kogoś straciłam.
I taki smak ma ta piosenka, którą śpiewaliśmy na całe gardło, wszyscy włącznie z profesorem. Choć zapewne każdy czuł coś kompletnie innego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz