08 października 2011

Światłowody jesienne

Drogi P.

Niezaprzeczalnie przyszła jesień, czuje ją czubkami palców u stóp, lekko ucałowanych chłodem. Właśnie obserwuję, jak liście trzęsą się na mikroskopijnym wietrzyku. Zupełnie jakby ktoś nie z tej ziemi, bez zewnętrznej powłoki jestestwa swego, Ktoś, chuchał ciekawsko na liście gruszy. Myślę teraz którą to jesień przeżywamy razem. Razem, choć w pewnym dystansie. Gdybym teraz zamknęła oczy i pomyślała, w jaki sposób chciałabym tę jesień spędzić, wiem że miałoby to dużo wspólnego z naszym siedzeniem na ławce w Parku Bydgoskim. Owinięci w swetry o grubym norweskim splocie i szaliki o niepoważnych dziecięcych wzorach, my rzucamy się liśćmi. Śmiejemy, tak beztrosko, że nas bolą brzuchy. Potem grzejemy dłonie na kubkach herbaty, parującej w jesienną rzeczywistość. Potem widzę, jak jemy świeże orzechy włoskie. Obieramy je z jasnobrązowej, soczystej skórki barwiąc nasze palce w ciężko schodzące szarobure plamy. A potem znowu herbata na balkonie, pod ciepłym pledem. Pod kocem bardziej, nie znoszę i nie używam jak przecież wiesz słowa pled. W każdym razie siedzimy na jakimś naszym balkonie i patrzymy w którąś tylko naszą galaktykę, szukamy tam spełnionych marzeń, nie czarnych dziur, a raczej jasnych mgławic. Mam jeszcze kilka innych obrazków pod powiekami, naszych jaśniejących szczęściem twarzy i nieskrępowanych ciał.
Nadchodzi zmierzch, myślę o tym gdzie jesteś i co masz teraz na myśli... Czy myślisz o nas choć odrobinę i choć trochę? Piszę i przecieram miłosnym listem światłowody wprost do Twojego serca! Czy jesteś tam, czy pamiętasz...


P.S. : I love you...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz