Na przednówku dręczą mnie refleksje na temat tego kim się stałam. Czy wychodzę na spotkanie Nowego Roku z moralną tarczą czy na niej? Otóż, jestem ulepkiem. Składam się z udręki, z łez i masy błota, z którym mnie zmieszano. W dodatku mam niezwykle puste wnętrze. Nie zastanawiam się już nad sprawami, które były piękne, nad ideałami. Znów sprawy, które były dla mnie oczywiste, są teraz jedynie mgliste, gdyż nie umiem sobie przypomnieć czemu w nie wierzyłam i dlaczego ich pragnęłam. Znowu wszystko się zmieniło.
Boję się czynić podsumowania, w tym roku wyjątkowo nie mają sensu. Zdarzyło się niemal wszystko z obaw, które posiada każdy z nas. Dodatkowo dowiedziałam się, że jestem kobietą z problemami, która jest zdolna do wszystkiego. Pozbyłam się zahamowań. Czy stąd już tylko krok do bycia szczęśliwą? Czy tak to robią normalni ludzie?
W tym roku umarła we mnie wiara w przyszłość. Umarło rozumienie się bez słów, liczne skojarzenia, splecione ręce, mnóstwo muzyki i ludzi. Wspomnienia nie chcą do końca wygasnąć. Odbijają się ostatnio bolesnym echem, które wraca i sprawia, że jestem o krok od zatracenia się w emocjonalnym szaleństwie. Dlatego tak staram się teraz nie zbliżać do wszystkiego co z poprzednim życiem się kojarzy. Zupełnie jakbym wiedziała, że niewiele trzeba a spłonę z rozpaczy...
A przecież...
Jesteś tylko tchórzem, który nigdy nie będzie szczęśliwy. Z każdym dniem i informacją, która do mnie dociera utwierdzam się w przekonaniu, że niczego Cię nie nauczyło moje uczucie. Jesteś wciąż tym trzynastoletnim chłopcem. To takie straszne! Nie chcesz się odnaleźć, nie chcesz dorosnąć. Tak bardzo boisz się być szczęśliwym i odpowiedzialnym (zwłaszcza za miłość), że jesteś zdolny zniszczyć wszystkich i wszystko, gdy tylko wewnętrzny strach o sobie przypomni. Gratuluję, jesteś wilkiem, który potrafi odgryźć własną łapę, byle przeżyć... Tak bardzo mi Cię żal, że nie umiem Cię znienawidzić za to, co mi/sobie/nam zrobiłeś.
Zawsze myślałam, że to ja mam problem ze strachem. Jednego się nauczyłam w tym roku. Zobojętnienie, co przychodzi z czasem leczy wszystko. Nadzieję, ambicję, miłość i strach przed życiem też leczy. Jest to gorzkie lekarstwo, którego nikomu nie polecam, lekarstwo które samo przychodzi, a po paru miesiącach nie wiesz nawet jak to się stało, że możesz bez rozpaczy czytać sms'a napisanego przez exa w chwili kiedy jednak żałuje swojej decyzji albo wyobraża sobie, że zawsze będziesz go kochać, bo to on od Ciebie odszedł.
Podsumowując. Zaczęcie myślenia o sobie i swoim bezpieczeństwie emocjonalnym uważam za najlepszą i najbardziej okupioną cierpieniem nauczkę mojego życia w 2013 roku (i w ogóle). Dziękuję ludziom, którzy rzeczywiście byli przy mnie, gdy byłam na samym dnie rozpaczy. Zapamiętam to na zawsze. Przepraszam wszystkich napotkanych na mojej drodze fajnych chłopaków, których skreśliłam bo mam obecnie potwornie złamane serce, nie zasłużyliście na to bym w taki kiepskim stylu i panicznie dość uciekła.
W przyszłym roku życzę sobie odwagi, by postępować zgodnie z tym co myślę i czuję, a nie z tym co mi nawsadzano do głowy w procesie socjalizacji i w trakcie konsumpcji kultury popularnej. Chciałabym więcej nie spóźniać się z ważnymi terminami. Chciałabym wyjechać i aby ten wyjazd na długo wszystko zmienił. Chcę by moja rodzina z dumą w końcu wstała i otrzepała się z beznadziei. Życzę też sobie byś na zawsze i absolutnie zniknął z mojego życia i wspomnień.
Niech spadnie śnieg i przykryje wszystkie rozważania. Chłód w sercu to jest to, czego mi teraz trzeba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz