11 kwietnia 2014

źle, źle, źle

Szłam dzisiaj mostem z Dworca Głównego. Mijałam kłódki zakochanych, a na dole kajakarze cięli wiślaną taflę. Wiał wiatr, światło było najzwyklejsze z możliwych i pomyślałam, że to chyba nie jest moje miasto, nie moje miejsce na ziemi. Zatrzymałam się na chwile pośrodku mostu. W żadną ze stron, ani w prawo, ani w lewo, ani w dół, nie było mi blisko. Odczułam dotkliwą samotność i ludzkie opuszczenie. I teraz, gdy już raz dopuściłam do siebie te uczucia, nie mogę ich wyrugować niczym Lwowian w szczecińskie. Jest mi bardzo źle, wciąż kogoś/czegoś.wszystkich/wszystkiego mi brak. Wiosna w pełni - można by iść na spacer, na zielone, ale sama tego nie zrobię, gdyż wstyd mi za swe opuszczenie, porzucenie i ogromne cierpienie podlane sosem z tęsknoty soczystego owocu zakazanego. Źle, źle, źle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz