Wtorek, środa (dwa dni wolne wzięte z myślą o pisaniu mgr) i czwartek minęły, a ja kontynuowałam swoją tułaczkę po oddziałach MOTu. O 9.00 w piątek szarpnęłam drzwi do Domu Kopernika, a raczej pocałowałam klamkę. Nie ma nic lepszego jak wstać wcześnie rano śpiesząc się do pracy do innego miasta i przekonać się, iż tu się robi od 10...
Wkurzona i zmarznięta piłam Tigera pod Społem na ul. Kopernika i podziwiałam witrynę sklepu z porcelaną Chodzież, a w tym czasie mijali mnie ludzie z kpiącym uśmiechem na ustach, zupełnie jakbym wyglądała jak przygłup na kacu albo pieprzony japiszon.
Popędziłam na 15 by ubezpieczyć się w końcu w dziekanacie. Istniało przecież zagrożenie, że kolejnego upadku ze schodów w Empiku mogę nie przeżyć. Normalny człowiek przypomniałby sobie wcześniej, że w piątki dziekanat jest zamknięty, jednak Tiger zaczął krążyć w moim krwiobiegu dopiero gdy pocałowałam druga klamkę tego boskiego, mroźnego poranka. Od czego jednak jest Tiger + telefon komórkowy. Trzask-prask i sprawa była załatwiona. .
Po dziesiątej skierowałam się do piwnic Domu Mikołaja Kopernika, gdzie poznałam dwójkę byłych stażystów i Świat Toruńskiego Piernika. Gdy ulepiłam i upiekłam własnego pierniczka, w kształcie cholernie pokątnego serca i zwiedzeniu wystawy, w zasadzie nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wnet przybyli jednak Gimnazjaliści i patrzyłam jak dzielnie znoszą zwiedzanie. No cóż trzeba przyznać, że ekspozycja jest świetna i dali radę.
W pewnym momencie, a słowo daję że akurat się zastanawiałam "co ja robię w tej cholernej piwnicy i kiedy wrócę do Pani Ani robić coś pożytecznego?", ta razem z komisją (Pani od Rzemiosła i Pan z Dokumentacji) wyszła z dziury w ścianie! Przez chwilę myślałam, że mieszanina pieprzu, kardamonu, anyżu, cynamonu i gałki muszkatołowej zrobiły mi poważną krzywdę. Komisja wyszła z dziury w ścianie szepcząc coś o jakiejś skrzyni, posłali mi uśmiechy i zniknęli w sali po prawej... jak tylko było to możliwe wzięłam nogi za pas.
Wychodząc z Muzeum nie czułam jednak, że tydzień się kończy... nic dziwnego nawet weekend nie przyniósł mi odpoczynku. Ale w sumie skoro mam ubezpieczenie, to o połowie czyhających na mnie niebezpieczeństw mogę na razie zapomnieć. Uff... ale małe uff...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz