Otóż w którymś z postów obiecałam, głównie sobie, że przeczytam książkę Ireny A. Stanisławskiej sondującej Piotra Pałagina. Jak się dowiadujemy z opisu wydawcy Pan ów jest lekarzem, psychoterapeutą, absolwentem Radziecko - Amerykańskiej Akademii Psychoterapii, członkiem Stowarzyszenia Homeopatów Wielkiej Brytanii i astrologiem. Prowadzi praktykę, seminaria i wykłady w Rosji, Austrii, USA, UK, Litwie, Łotwie i w naszym uroczym kraju.
Powyższy opis umknął jakoś mej uwadze, gdy zaczynałam czytać tę książkę. Dopiero Przemek, "człowiek jakże przenikliwie klasyfikujący" pyta mnie, "Czy ty wiedziałaś kim jest ten Pan?" Oczywiście udałam, że "phi, oczywiście" i nie robi to na mnie wrażenia, ale szczerze powiedziawszy będąc osobą stroniąca od astrologii, czakr i homeopatii, trochę ostudziło to mój zapał doń.
Niemniej w ramach akcji "szerokie horyzonty - poszerzamy!" i słów F. Zappy "Umysł jest jak spadochron. Nie działa, jeśli nie jest otwarty" - brnęłam.
Niewątpliwie na plus tej książki można zaliczyć pojawiające się licznie przykłady problemów i ich rozwiązań, wzięte z życia P. Pałagina i jego praktyki jako psychoterapeuty.
Zapamiętam kilka rzeczy z tej książki, niektóre dały mi do myślenia. Myślę, że w zasadzie zamiast recenzji, opisze swoje wrażenia z lektury. Są to np. odmienne podejście do seksu mężczyzny i kobiety polegające na problemie uważania seksu za jedną z "potrzeb", co w zasadzie sprowadzało by seks jedynie do potrzeby fizjologicznej. To smutne i niepełne znaczenie aktu seksualnego, jednak na przykładzie ludzi "skaczących z łóżka do łóżka" nabiera smutnych rysów realności.
I tu kolejna sprawa związana z temperamentem seksualnym partnerów. Autor podaje przykłady, iż dwójka ludzi o różnych temperamentach nie stworzy związku wzorcowego. Choć o znaczenie wyrażenia "wzorcowy związek" można się spierać, chodzi tu w dużej mierze o szukanie wrażeń z innym partnerem. Ktoś kto jest ognistym kochankiem, nie dogada się z oziębłą kochanką, uważającą seks za "potrzebę". Różnice w tych poziomach prowadzić mają również do chorób układu rozrodczego. Racjonalne wydaje się zgodzenie z tym, iż rytm seksualny kochanków to podstawa udanego pożycia.
Jak sugeruje dalej Pałagin, jest błędem popierane przez niektórych budowania związku na długoletniej przyjaźni. Ponoć kończy się to zaburzeniami seksualnymi.
Poniekąd zgadzam się z fragmentami, w których psychoterapeuta upatruje zaburzeń seksualności w wychowaniu i identyfikowaniu się z płcią. Zdaniem autora odpowiedź na pytanie "po co/ dlaczego jestem kobietą/mężczyzną?" jest kluczowe do pożycia pozbawionego fiksacji i zaburzeń.
To co wynika z tej książki, to przesłanie które niezwykle mi się spodobało. Mianowicie, tu cytat "seks, orgazm to jedyna sfera wolności, którą człowiek ma w otaczającym go świecie. A wolność jest największym pragnieniem człowieka. Bo wolność to radość, spokój, rozluźnienie. To ona daje prawdziwe poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że nasze życie na Ziemi ma sens".
Gdzie mieszka seks? W każdym z nas, w niektórych na stałe, w innych w weekendy.
Książka jest subiektywna, zastanawiająca i szybko się ją czyta - lecz mniej przyjemna, niż można by sądzić po temacie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz