09 sierpnia 2009

Trochę jak morskie opowieści...


Ci, którzy siedzą na ławce sami, nigdy sami nie siedzą tak na prawdę. Obok siedzi coś, co nie pozwala nikomu się przysiąść. Nie można tego dotknąć, ani powąchać, choć smak ma gorzki.

Ci, którzy prawdziwie chcą być sami chodzą w deszczu, pozwalając gapić się na siebie ekspedientkom stojącym w drzwiach sklepów.

Ci, którzy chcą być sami idą wolno. Idą zamyśleni, jakby nie towarzyszył im na prawdę nikt. Mijają ich z zawrotną szybkością bezproblemowe persony rozmazane szybkością chodu. Własne ręce samotnych, są gdzieś na wyciągnięcie, lecz nikt ich chwycić za nie, nie może. Głowy ciężkie od nie pojedynczych myśli opadają im do tyłu. Tak podnoszą oni oczy ku górze, zimnym nieobecnym spojrzeniem ślizgając się po frontach zabytkowych budowli ścisłej starówki.

Samotni są zawsze w centrum. Samotni pośród wszystkich widnieją jak horyzont po długim rejsie - są mgliści i odlegli. Są też jak stare statki, nurkują w tłum, nieco ociężale, lecz rytmicznie. Gdyby się zastanowić prawdziwie samotni przychodzą na myśl, gdy przykłada się muszlę do ucha. Bo dryfując po morzach samotności wiatr czesze ich myśli i włosy, jak korony drzew w centrum wielkich miast. Samotni płyną więc środkiem centrum niczym flota supermocarstwa samotności, choć błyszczą w słońcu, są to puste okręty.

Prawdziwie samotni toną cicho, nabierając wody w usta opadają na dno, brzuchami nie mącąc nawet jednego ziarenka aksamitnego piasku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz