Stawała się jesień. Kocham jesień bo jest trochę jak każdy człowiek. Czasem markotna, czasem ciepła, a przy tym nic nie musi tłumaczyć. Dogadujemy się.
Zauważyłam go. Wpadł mi w oko jego kolor, a widziałam niekończące się pola rzepaku, słoje słodkiego miodu i radosne ciepłe Słońce. I choć budził we mnie tak mocno pozytywne emocje i skojarzenia nie miałam odwagi zabrać go z tej przygnębiającej przechowalni ubrań bez ciał. Jakbym nigdy nic nie poczuła, jakby to się nie wydarzyło wyszłam zamykając za sobą przeszklone drzwi. Miałam już sweter, szary lecz leżał niemal jak ulał. Czasem okazywało się jednak, że sweter do niczego nie pasuje. Rzucałam się wtedy w rozpaczy na łóżko ze łzawymi słowami, łkając, iż nie mam co na siebie włożyć. Że się nienawidzę, że jestem cała nie taka. Chwile zdarzały się częściej, kiedy stawałam naga przed lustrem w samym tylko szarym swetrze. Nie czułam nic, poza ostrym i zimnym spojrzeniem lustrzanej tafli.
Minęła jesień, nadeszła wielkomiejska zima, mająca w poważaniu wszystkich poza własną osobą. Szklane drzwi do przechowalni ubrań bez ciał pchnąć było łatwo. Nie przeszkadzała warstewka śniegu na progu, nie wadziła wycieraczka. Choć światło było niemal jak w piwnicy, a radio podawało najnowsze hity, moją głowę zaprzątało jedynie dziwne zimno i śnieg padający w nocnej ciszy.
Nikomu nie powiedziałam, że byłam tu już. Zobaczyłam go ponownie, dotknęłam palcami trzech okrągłych guzików i uciekłam jakby się paliło. Ze smutkiem pomyślałam, że ma kolor samotnego stoika musztardy. Zaniepokoiłam się. Czułam wewnętrznie, że pewnie mogłabym zasnąć w nocy, przyciskając do twarzy jego musztardowo-miodowe piękno.
Nim odważyłam się go przymierzyć, zwątpiłam w siebie wiele razy. Szary sweter zwodził mnie, doprowadzał na skraje emocji, kończących się samobójczym skokiem z klifu w fałszywą puszystość pościeli mojego łóżka.
Do dziś nie wiem ile kosztował... Nie wiem jak sprowadził moje ręce na siebie, i dlaczego kazano nam tak długo czekać na nasze pierwsze spotkanie. Podejrzewam co w swym życiu przeszedł. Mogę domyślać się tylko z czego się składa, podczas gdy otulam się nim, on otula mnie i jestem tym kim jestem. A może jesteśmy jednością, tak dobrze nam przecież ze sobą.
Jestem sobą w moim żółtym swetrze.
I kocham to jak diabli, choć mówią że jestem szalona.
A ja wciąż marzę o niebieskim... eh :(
OdpowiedzUsuńMoże to już tej, nadchodzącej jesieni...
OdpowiedzUsuńNie śmiem przymierzyć, on chyba wisi dla kogoś innego, albo już ma właściciela...
OdpowiedzUsuńPamiętaj, że nie ważne co przeszedł. Może sam nie wie czyj jest?
OdpowiedzUsuńMoże... a może po prostu nie powinnam łazić obok wystawy z nadzieją, że kiedyś będę mogła przymierzyć, może on po prostu nie pasuje, albo nie chce pasować, a może w niebieskim mi nie do twarzy?
OdpowiedzUsuńNa moje to Ty za bardzo kombinujesz... ze strachu...
OdpowiedzUsuńdo dupy to wszystko kurwa :/
OdpowiedzUsuńnapisz coś pokrzepiajacego bo nie dam rady. albo lepiej, chodz na wino we wtorek.