05 maja 2010

Strach

Powoli ludzie dowiadują się, że A. jest chora. Mówię niektórym znajomym, że jest coś nie w porządku. Z resztą... przecież widzą. Czasem niestety nie umiem ustrzec się przed opisem lub linkiem, gdy mam zjazd samopoczucia.
Do mojej siostry dzwoni z pytaniami kuzynostwo.
Mama gada w nocy z przyjaciółkami i swoją siostrą.
Wszystko dzieje się jakby w oddaleniu ode mnie. W oderwaniu, jakby nie mówili o mnie.
A ja sama w sobie nie zdecydowałam jeszcze jak mam to przeżyć. Dusze to w sobie. Ten strach i tę samotność. Straszliwą samotność, co nie chce litości od innych.
Co ja mam zrobić, co myśleć.
Lekarka napisała na skierowaniu: stwardnienie rozsiane. Ale przecież to jeszcze nie wyrok.
To tylko podejrzenie.
A co jeśli nie?
Jeśli takie akurat będzie moje życie.
Nie mam słów, którymi mogłabym wypowiadać do innych swoje strachy. Zupełnie jakby te małe białe tabletki wpychały mi słowa i łzy do wewnątrz. Gdy w końcu zrobią mi te tomografie, te rezonanse zobaczą na skanach tysiące słów. Może będzie to w końcu jakaś powieść, może tylko opowiadanie. Może to będzie sens mojego życia. Taki list 250 słów pod kiepskim tytułem "Była, żyła i już niedługo jej nie będzie".

I tylko Pater Familias milczy... Czy tak jak ja ma jeszcze nadzieje, że to tylko strach odbiera mi oddech, a innym jasne postrzeganie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz