29 maja 2010

Stopień wkurwienia - krytyczny!

Czasem są takie dni... tak już kiedyś zaczęłam tego bloga i co? I nic.
Dupa wielka. Stopień mojego wkurwienia jest niszczący. Poczucie straconego czasu rozsadza mi czaszkę. Żyła w głowie gdyby mogła, pękłaby groteskowo i mózg spływałby mi nosem na klawiaturę mojego laptopa, w kształcie wykrzyknika.
Słucham piosenek CKOD, które pomagają mi obwiniać o moje życiowe niepowodzenia i życiowe wybory w pizdu nieokreślonych decydentów.
Ale niestety to moja wina. Nic tego nie zmieni, ani przekleństwa, ani dziwne miny mojej rodziny.
Tak ja też mam ochotę wsiąść do pociągu jak Adam Miauczyński i odpocząć na plaży nad morzem. Ale to się nie wydarzy, bo mnie wkurwią.
Po prostu muszę wziąć kij i zmasakrować wszystkie przykrości. Bo mam dość, tak bardzo dość rozczarowań, że skali wkurwienia powoli braknie.


PS: Ucieka ze mnie powietrze, dzięki takiemu utworowi *(a ponoć nie moje kurwa klimaty)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz