01 marca 2014

Spowiedź nieświęta...

Jest okay przyznać się. Wróciłam z koncertu jazzowego, który mi się nie spodobał. Nie mogłam wytrzymać wśród setek ludzi, w ciemności i wśród dźwięku, gdyż wszelkie rzewne takty przypominały mi o Tobie. Tak, o Tobie piewco prawdy i wyznawco pokory. Chciałam się zerwać i gdzieś pójść. W miejsce gdzie nie ma myśli o byłych miłościach, co omal Cię nie zabiły. Takich, które zerwały z Ciebie ostatnią warstwę godności i ukazały rozstępy zawiedzionego zaufania, jakby pęknięcia co Ci sugerują zaprzestanie miłowania.
W głośnikach jazz. Siedzę półnaga na blacie w kuchni patrzę na nieżywe, metalowe żurawie co się odcinają na niebie pewnym rodzajem stałości i mam zamiar zjeść lody ananasowe. Jest okay przyznać się, że chciałabym Cię dziś mieć. Twój zapach, Twój kontur ciała rozlany obok mego. Linia przerywana, linia falista. Tylko dziś. Wiesz? Jest okay się przyznać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz